Nie budź mnie.

Wieczności w ciemnościach szukałem,

gdy światło zabrałaś ze sobą.

Poległem, powstałem, błysnąłem,

by zgasnąć zmożony trwogą.

Więc nie budż mnie więcej ze snu.

Cierpieć już dłużej nie chcę.

Dość naczekałem się tutaj,

gdzie zostać kazałaś mi sercem.

Bonsai 2.0

Po edycji i dodaniu kilku słów – wersja druga.

Profesor znów miał koszmar. Przynajmniej sam później twierdził, że spał. Widział ze swego statku kosmicznego jak potwór o świecącym oku pożera spojrzeniem wiele żywych istnień żyjących na drzewach.

Nadszedł 23 maja. Jan, jak to miał w zwyczaju, postanowił dać swej ukochanej Wandzie prezent z okazji kolejnej rocznicy ich spotkania, czyli jego odwiedzin w jej wymiarze.

Spojrzał przez okno sypialni. Oświetlone w pełnym słońcu żywe odcienie zieleni żywopłotu przed domem działały na profesora uspokajająco. Rozmarzył się przez chwilę wyobrażając sobie uśmiech  żony.

Wanda siedziała na łóżku i spokojnie wkładała na siebie wielofunkcyjną bieliznę. Służby specjalne Neidytów z jej wymiaru wyprodukowały jej model z zastosowaniem najnowszej dostępnej technologii. Poprawiła ekran multifazowy i nałożyła na wierzch fioletową suknię. Przypomniała sobie o rocznicy. Przyzwyczajona do ekscentrycznych pomysłów profesora oczekiwała conajmniej na romantyczny koncert cegieł układanych na pobliskiej budowie. Ostatecznie nie zdziwiłaby się, gdyby z tej okazji po prostu stworzył dla niej mini wszechświat konstruując jedną ze swych maszyn.

– Duszko, z okazji … – profesor zamilkł jak zawsze, gdy mu przerywała.

– Wiem skarbie – Wanda ucałowała go ciepło, jednocześnie drapiąc delikatnie po brodzie.

– Ale to coś zupełnie innego. Uganiałem się za tym całą noc. – Profesor uśmiechnął się tak, że prawie ugięły się pod nią nogi. Wanda zganiła się sama w myślach. Nie skomentowała faktu, że profesor spał bez przerwy od wieczora do rana. Przecież nie sprecyzował, którą noc.

– Czy mam wziąć licznik geigera? – Jego ukochana z fikuśnym uśmiechem obróciła się do małej szafki nocnej pełnej zupełnie nie pasujących tam urządzeń takich jak ręczny rozdzielacz molekularny czy  elektryczna osełka do siekier o elegancko zdobionej, drewnianej podstawie.

– Nie tym razem. Wystarczą małe nożyce do podcinania żywopłotu. – Profesor zerknął na pozostawioną wcześniej na szafce parę podziwiając jej sukienkę.

Wanda z podejrzliwie uniesioną brwią rozpakowała prezent i jej oczom ukazało się wspaniałe, średniej wielkości drzewko bonsai. Rozchyliła ręce z naturalnym wdziękiem prawdziwie zakochanej żony i rzuciła mu się na szyję. Profesor widząc jej uśmiech poddał się po prostu i starał się jedynie utrzymać ich oboje w pionie.

– Tylko bądź bardzo uważna – sapnął – nie wolno uszkodzić ani jednego liścia, a cięcie musi następować natychmiast i szybkim ruchem. – Profesor spoważniał mówiąc te słowa, jakby od tego miało zależeć coś więcej niż tylko los kawałka rośliny. Wanda nie zauważyła tej zmiany, gdyż tę stronę instynktu agentki specjalnej przytępił najstarszy znany ludzkości wypadek o nazwie miłość.

– Kochany, dlaczego te nożyce emitują neutrina?

Profesor nie zdziwił się nawet, że jego żona potrafiła je wykryć. W końcu była agentką specjalną.

– Och to efekt uboczny przycinania. Ostatni właściciel nie przykładał się do cięcia. – Profesor myślał gorączkowo jak jeszcze skłamać, bo sam zapomniał dlaczego musiał wykraść drzewko. Pamiętał jedynie, że jakiś potwór je pożerał. A może mu się to śniło? Sam już nie był pewien. Na szczęście nie zamierzał się takimi drobiazgami przejmować. Milczał, czekając na dalsze pytania i patrzył na zielono brązowy prezent żony.

– W takim razie zajmę się nim najlepiej jak potrafię. – Wanda wzięła parę nożyc i przycięła jeden młody pęd szybko i precyzyjnie. Tuż przy podstawie pnia. Jak doświadczony hodowca. Po chwili zrosiła drzewko wodą i wyszła z sypialni zostawiając profesora zapatrzonego w powoli zamykające się za nią drzwi.

Wieczorem tego dnia, naukowcy z NASA ogłosili ewenement na skalę kosmiczną. Niewielka część niedawno odkrytej galaktyki sferycznej zniknęła, zastąpiona chmurą wody o średnicy dziesiątek lat świetlnych. Świat astronomów był w szoku. Oczekiwany w tym rejonie wybuch wielkiej supernowej miał sięgnąć jednej piątej galaktyki a tymczasem mikroskopijny w stosunku do niej rejon przestrzeni wraz z gwiazdą po prostu zmienił się w chmurę wody. Żadnego promieniowania nie zarejestrowano. Nikt nie potrafił tego wyjaśnić. Profesor Koniecpolski spał tej nocy jak niemowlę.

 

Bonsai

Profesor Koniecpolski jak to miał w zwyczaju, postanowił dać swej ukochanej Wandzie prezent z okazji kolejnej rocznicy odwiedzin w jej wymiarze. Wanda przyzwyczajona do ekscentrycznych pomysłów profesora oczekiwała conajmniej na romantyczny koncert cegieł układanych na pobliskiej budowie. Ostatecznie nie zdziwiłaby się, gdyby z tej okazji po prostu stworzył dla niej mini wszechświat konstruując jedną ze swych maszyn.

– Duszko, z okazji …

– Wiem skarbie – Wanda przerwała profesorowi i ucałowała ciepło, jednocześnie drapiąc go delikatnie po brodzie.

– Ale to coś zupełnie innego. Uganiałem się za tym całą noc. – Wanda nie skomentowała faktu, że profesor spał bez przerwy jak zabity. Przecież nie sprecyzował, którą noc.

– Czy mam wziąć licznik geigera? – Jego ukochana z fikuśnym uśmiechem obróciła się do małej szafki nocnej pełnej zupełnie nie pasujących tam urządzeń.

– Nie tym razem. Wystarczą nożyce do podcinania żywopłotu. – Profesor zerknął na pozostawioną wcześniej na szafce parę.

Wanda z podejrzliwym spojrzeniem rozpakowała prezent i jej oczom ukazało się wspaniałe, średniej wielkości drzewko bonsai.

– Tylko bądź bardzo uważna. Nie wolno uszkodzić ani jednego liścia, a cięcie musi następować natychmiast i szybkim ruchem.

– Kochany, dlaczego te nożyce emitują neutrina? – Profesor nie zdziwił się nawet, że jego żona potrafiła je wykryć. W końcu była agentką specjalną.

– Och to efekt uboczny przycinania. Ostatni właściciel nie przykładał się do cięcia.

– W takim razie zajmę się nim najlepiej jak potrafię. – Wanda wzięła parę noźyc i przycięła pęd precyzyjnie, tuż przy podstawie. Po chwili zrosiła drzewko wodą i poszła pod prysznic.

Wieczorem tego dnia, naukowcy z NASA ogłosili ewenement na skalę kosmiczną. Część ramienia niedawno odkrytej galaktyki sferycznej zniknęła, zastąpiona chmurą wody o średnicy dziesiątek lat świetlnych.

Pięć minut dziennie

Przez pięć minut dziennie choć zimno, był żar.

W twych oczach nasz wszechświat okazał swój czar.

O pięć minut dziennie walczyłem ze światem,

by cicho w ukryciu się widzieć z mym kwiatem.

Żyć mogłem w udręce, zapachem się obejść,

by przegrać, zapomnieć choć nie chcę i odejść.

Za pięc minut znowu nadejdzie nasz czas,

och nie, już nie wróci. We wspomnień wszedł las.

Nieszczepieni płaskoziemcy

Dziś dla odmiany od fikcji, trochę refleksji nad pewnym aspektem „cywilizacji zachodniej” na naszej planecie.

Od długiego już czasu przyglądam się bitewkom ludzi przeciwnych szczepieniom z tymi, którzy się szczepią. Ciekawie to wyglądało przez jakiś czas, a nawet było zabawne widząc jak brak zrozumienia jest ukrywany przez tych pierwszych i opluwany przez drugich.

O ile debaty sa jak najbardziej na miejscu – w myśl zasady, że poszukujemy tego co jest prawdą, a nie tego kto ma rację, o tyle słowne potyczki, demagogia i ataki personalne już na miejscu nie są.

Od niedawna widzę też tu i ówdzie opinie, że ziemia jest płaska. W dobie fałszywych wiadomości i „alternatywnych faktów” człowiek zmuszony jest do założenia dodatkowej zapory mentalnej na tego typu pułapki intelektualne naszego wieku. Pułapki, ponieważ pewne grono ludzi jest przekonane o takim stanie rzeczy. Dwudziesty pierwszy wiek.

Według mnie problem jest dwojaki. Po pierwsze dziś można żyć w cywilizowanym świecie nie mając pojęcia jak ten działa. To trochę takie wtórne średniowiecze z raczkującym i wracającym tyłem analfabetyzmem. Musimy tylko iść do szkoły i zapamiętać trochę faktów do testów, potem nie przechodzić na czerwonym świetle i płacić podatki i … żyjemy bezpiecznie. Warto jeszcze wiedzieć, gdzie jest sklep – taki budynek do wymiany papierków i metalu, czy cyferek na ubranie i coś do jedzenia. Społecznie jesteśmy coraz głupsi jako masa ludzka.

Druga strona problemu to dostęp do mediów. Każdy kto nauczył się obsługi komputera może dziś napisać bloga, czy nagrać film na youtube i opowiadać. Czy to o tym jak szczepionka spowodowała u niego autyzm, czy też jak wkrótce po tym odkrył, że ziemia jest płaska.

Potem ekipa zaczyna się powiekszać, wzajemnie adorować i powtarzać i wkrótce mamy grupy dyskusyjne nieszczepionych płaskoziemców wzajemnie się wspierające i szerzące swą … „alternatywną wiedzę”.

Rozwiązaniem jest prawidłowa edukacja ucząca jak myśleć, a nie co myśleć. Oraz – uwaga niepopularna opinia – piętnowanie upartych idiotów. Za takich uważam ludzi trwających w błędnym przekonaniu pomimo przedstawionych faktów.

Ale przecież tak nie wolno! Każdy ma prawo do opinii, wolność słowa! Poprawność polityczna!

O tak, jak najbardziej. Nie wolno czego? Mówić komuś, że się myli? Ziemia jest płaska – masz prawo tak mówić i mieć taką opinię, tak samo jak ja mam prawo mówić, że nie masz racji. Ale przecież mogę kogoś obrazić… no i co z tego? W szkole jak nauczyciel uczył, że pod wodą nie da się oddychać, czy ktoś się obraził? Ba, czy ktoś poszedł udowodnić nauczycielowi, że się myli? Może i poszedł, ale nie wrócił z dowodem w ręku.

Tak więc, moi drodzy wojownicy życia zapory ogniowe należy włączyć. Myśleć i kwestionować co nam się pod nos podtyka oraz szczepić się należy. Od choćby na wszelki wypadek, żeby nie spaść poza „merytoryczną” krawędź ziemi podczas dyskusji z nieszczepionym płaskoziemcem 😉

Jak żyć?

Jak mam żyć, gdy państwo kradnie?

Bić po pysku? Gdzie popadnie?

Polityka mam zaciukać?

Czy bliźniego iść oszukać?

Głowę w dupę mam już wsadzić?

Ojca, brata, naród zdradzić?

Stłamsić dumę? Schować kęs?

Jak tu znaleźć życia sens?